Kliknij tutaj --> 🧑‍🎤 abba ojcze światowe dni młodzieży

Trwają Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Papież odpoczywa już po dniu wypełnionym spotkaniami. Franciszek na Błoniach mówił m.in. o młodych, którzy poddają się bez walki i stają 10 sierpnia minie 30 lat od rozpoczęcia VI Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie. Hasłem przewodnim, które towarzyszyło młodym były słowa zaczerpnięte z Listu św. Pawła do Rzymian: "Otrzymaliście Ducha przybrania za synów" (Rz 8,15). Wydawnictwo Zakonu Paulinów, Jasna Góra. Przy Ojcu Świętym Janie Pawle II - głowie ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO BENEDYKTA XVINA XXVII ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY. (obchodzony w Niedzielę Palmową, 1 kwietnia 2012 r.) «Radujcie się zawsze w Panu!» (Flp 4, 4) Drodzy młodzi! Z radością znów zwracam się do was z okazji XXVII Światowego Dnia Młodzieży. W moim sercu żyje wspomnienie spotkania w Madrycie w sierpniu Boże Miłosierny, do którego już raz wołała młodzież świata „Abba – Ojcze” na polskiej ziemi u stóp Jasnogórskiej Pani w Częstochowie - ogarniaj płaszczem ojcowskiej opieki młodych i wszystkich, których zgromadzą Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, aby świętowanie 1050 rocznicy chrztu Polski było okazją do umocnienia przyjętej przez przodków wiary. Wszystko o Światowe Dni Młodzieży 2016 w PolskieRadio.pl. Najnowsze informacje, muzyka, kultura, nauka, historia. Światowe Dni Młodzieży 2016 Site De Rencontre Gratuit Pour Faire L Amour. 25 lat temu, w sierpniu 1991 r., Światowe Dni Młodzieży po raz pierwszy przywędrowały do Polski. Od tego czasu ta oryginalna inicjatywa św. Jana Pawła II zakorzeniła się w sercach i naszej młodzieży, która dziś już — przynajmniej metrykalnie — młodzieżą nie jest Polub nas na Facebooku! Nowe młode pokolenie Polaków razem ze swoimi rówieśnikami z całego świata za chwilę znowu będzie przeżywać podobne wielkie wydarzenie — tym razem w Krakowie. Tymczasem — starszym dla przypomnienia, młodszym dla refleksji — wracamy do przebytej już trasy Światowych Dni Młodzieży, które wędrują w czasie i przestrzeni wciąż w tym samym kierunku. Tym artykułem składam szczególny hołd śp. o. Janowi Górze OP, który w krakowskim wydarzeniu będzie uczestniczył już z nieba. Tekst oparty jest na rozmowie, którą odbyłem z Ojcem Janem krótko przed śmiercią św. Jana Pawła II. Góra na Górze (Jasnej) Ojciec Jan Góra czuł, że krew w żyłach płynie mu coraz szybciej. „Papież już wylądował w Częstochowie!” — usłyszał przed chwilą z megafonu. Zdawało mu się, że czas zaczął pędzić z szybkością samochodu formuły jeden. Miesiące przygotowań, nieprzespane noce, mniejsze i większe utarczki związane z organizacją — to wszystko było teraz bez znaczenia. Papież był już blisko. Za chwilę usłyszy pieśń, którą młodzież miała zaintonować na jego powitanie. Ojciec Góra pamiętał, jak w czasie jednego z posiedzeń Komisji Liturgicznej w Częstochowie ktoś powiedział, że nie ma jeszcze hymnu VI Światowego Dnia Młodzieży. „Wracając pociągiem osobowym z Częstochowy do Poznania, na odwrocie teczki z dokumentami, zacząłem pisać słowa tej pieśni — wspominał. — Później dałem je mojemu studentowi Jackowi Sykulskiemu, żeby stworzył porywającą melodię. I on tę melodię napisał”. Zaczęli ćwiczyć w ośrodku młodzieżowym na Jamnej. Olbrzymia 700-osobowa grupa przygotowywała animację spotkania na Jasnej Górze. Miała zaintonować „Abba, Ojcze!”. Prób było wiele. Ale wszyscy czuli, że to nie to. „Nie szło — mówił o. Góra. — Nic nie szło. Dopiero kiedy krzyknąłem: podnieście ręce do góry, podajcie sobie dłonie, niech powstanie jedność ponad głowami i ponad myślami, jedność serc — wtedy te ręce zaczęły wibrować i nadały właściwy rytm pieśni. Dopiero wtedy ona poniosła. Pieśń i ruch rąk stworzyły integralną całość”. „Ty wyzwoliłeś nas, Panie, Z kajdan i samych siebie, A Chrystus, stając się bratem, Nauczył nas wołać do Ciebie: Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze!”. Pieśń „Kończy się głupkowata PRL-ka, Pan Bóg nas wyzwala z tych kajdan, także z samych siebie, bo to komunistyczne myślenie weszło głęboko w nas. Myśmy, walcząc z komunizmem, bezwiednie stali się komunistami i dlatego z samych siebie musimy zrzucić duszę bolszewicką, myślenie bolszewickie” — tak o. Góra komentował słowa przeboju VI Światowego Dnia Młodzieży. Pieśń „Abba, Ojcze!” powitała Papieża, gdy około wpół do szóstej po południu w środę 14 sierpnia wjeżdżał na Jasną Górę. Zaintonowała ją młodzież stojąca na pokrytym żółtym suknem podium nieopodal papieskiego tronu. „Pamiętam, jak zdejmowaliśmy buty, bo wykładzina była piękna, świeża i żółta — wspominał Ojciec Jan. — Pogoda była wspaniała. Pamiętam, jak falował ten las rąk”. Dominikanin bardzo pragnął, aby to właśnie młodzież grała pierwsze skrzypce podczas tego spotkania. „Chciałem, żeby to była młodzież świecka, a nie księża i klerycy w komeżkach — mówił. — Chciałem, aby spikerami była młodzież, żeby modlitwy prowadziła młodzież, świeccy ludzie (...)”. Schola daje impuls i śpiewają wszyscy. „Bo Kościół jak drzewo życia W wieczności zapuszcza korzenie, Przenika naszą codzienność I pokazuje nam Ciebie”. 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Jasna Góra przeżyła największą zagraniczną inwazję od czasów potopu szwedzkiego. Różnokolorowy tłum wypełnił błonia, Aleje Najświętszej Maryi Panny i przyległe ulice. Większość pielgrzymów uczestniczyła w uroczystościach za pośrednictwem telebimów („Bogu dzięki też za ekrany — powie Papież, żegnając się z pielgrzymami. — Nieraz się dużo złego mówi na ekrany, a dziś trzeba je chwalić ze wszystkich sił. Dzięki tym ekranom to, co się działo tutaj, w obrzeżu tych drzew, działo się wszędzie”). Papież przemawiał po polsku, ale i tym razem technika przyszła mu w sukurs. Przemówienie tłumaczono na żywo i transmitowano przez radio. Zgromadzeni pielgrzymi zaopatrzeni w małe odbiorniki mogli słuchać tekstu w kilku najważniejszych językach. Stojąc pośród tego wielojęzycznego tłumu, wracałem myślą do pielgrzymki Ojca Świętego w 1983 r., do smutku, który ogarnął nas po ogłoszeniu stanu wojennego i do papieskiej próby przywrócenia nam nadziei. Wydawało się, że wszystko jest stracone, a 16 miesięcy Solidarności było zaledwie nikłym powiewem wolności, która już nie wróci — przynajmniej nie w przewidywalnej przyszłości. Papież jednak patrzył dalej. Przekonywał, że można zdobyć wolność, i miał rację. Dlatego mogliśmy spotkać się na Jasnej Górze w 1991 r. — już nie we własnym, polskim gronie, ale razem z pielgrzymami ze Wschodu i Zachodu, z Północy i Południa. Ale teraz, w ów sierpniowy dzień 1991 r., Papież wcale nie miał zamiaru mówić, że dotarliśmy do kresu tej drogi. „Drodzy przyjaciele, wiecie z doświadczenia, że upadek ideologii w krajach Europy Środkowej i Wschodniej pozostawił w wielu waszych kolegach i koleżankach uczucie głębokiej pustki, wrażenie, że zostali oszukani, a także zniechęcenie i lęk przed przyszłością — mówił Jan Paweł II. — Również w krajach Europy Zachodniej wielu młodych ludzi zatraciło motywy, dla których warto żyć. (...) Do tych braci i sióstr jesteście posłani wy, jako zwiastunowie Dobrej Nowiny o zbawieniu. (...) Cierpienie ich bowiem to pragnienie odkrycia znaczenia ludzkiego życia, a przecież Chrystus jest Prawdą, która człowieka wyzwala!”. W drogę „— Ojcze Święty, jeszcze jedna mała prośba — o. Jan Góra spojrzał błagalnie na Papieża. — No, co tam knujesz? — Papież uśmiechnął się do dominikanina. «Za mną to się chowają różni wariaci — pomyślał — kiedyś to był Blachnicki, a teraz on». — Niech Ojciec Święty wyjdzie jeszcze do moich i pobłogosławi im. Zrobimy zdjęcie — poprosił Góra. — Ostatnie pożegnanie... — Ależ — zaprotestował ktoś z papieskiej świty — helikopter już czeka. Spóźnimy się na Węgry. — Prowadź — powiedział krótko Jan Paweł II. Za chwilę byli już z o. Górą przy grupie młodzieży, która animowała wieczorne czuwanie i niedzielną Mszę. Papież ustawił się pośrodku. Fotograf objął grupę obiektywem. — W porządku — zawołał. — Gotowe”. Teraz mógł ze spokojnym sumieniem opuścić sanktuarium. Spędził tu dwa dni i dwie noce. W piątek 16 sierpnia rano odlatywał do Krakowa, a stamtąd na Węgry. Trasa tej podróży układała się symbolicznie. Przecież to właśnie z Węgier przyjechała do Polski młodziutka królowa Jadwiga, od której rozpoczęła się wspaniała epoka jagiellońska. Także z Węgier przybyli ojcowie paulini, którzy od z górą 600 lat opiekują się jasnogórskim sanktuarium. * * * Abba, Ojcze! Hymn VI ŚDM w Częstochowie słowa: o. Jan Góra OP muzyka: Jacek Sykulski Ty wyzwoliłeś nas, Panie, Z kajdan i samych siebie, A Chrystus, stając się bratem, Nauczył nas wołać do Ciebie: Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze!, Abba, Ojcze! Bo Kościół jak drzewo życia W wieczności zapuszcza korzenie, Przenika naszą codzienność I pokazuje nam Ciebie. Abba, Ojcze! Bóg hojnym Dawcą jest życia, On wyswobodził nas z śmierci I przygarniając do siebie, Uczynił swoimi dziećmi. Abba, Ojcze! Wszyscy jesteśmy braćmi, Jesteśmy jedną rodziną. Tej prawdy nic już nie zaćmi I teraz jest jej godzina. Abba, Ojcze! opr. ab/ab Tekst napisał w pociągu. Pojechał do Rzymu przekonać samego papieża. Z Przemysławem Häuserem rozmawia Katarzyna Kolska Znałem go z każdej strony – tej bardzo pięknej i tej kontrowersyjnej. Bo on nie miał złej strony. Czasami wszyscy się śmiali: Jan Góra – pseudonim „Ja i papież”. Ale to było fajne. Ten ich związek to było coś więcej niż przyjaźń, ponieważ papież doskonale wiedział, kim dla młodzieży jest Jan Góra. On był kontynuatorem takiego duszpasterstwa, jakie prowadził Karol Wojtyła. To oczywiście były inne czasy i inne możliwości. I do tego ta ich wrażliwość artystyczna. Obaj byli wrażliwi na piękno, zwłaszcza na piękno słowa. To taki ból… Jaka była pierwsza myśl, gdy dowiedział się pan o śmierci ojca Jana Góry? – Pomyślałem, że już nigdy nie usłyszę takiego kazania. To nie były kazania ani homilie. Może to zabrzmi górnolotnie, ale dla mnie to były podróże. Jako młody chłopak chodziłem do poznańskich dominikanów na siedemnastki, msze dla młodzieży szkół średnich, i wtedy go poznałem. To było niesamowite – zawsze towarzyszył mi taki dreszcz emocji: Czym dzisiaj ojciec Jan nas zaskoczy? I to pana porwało? – Różnica między kaznodziejstwem Jana Góry a kaznodziejstwem innych była jak różnica między ferrari a volkswagenem. Volkswagen jest dobrym samochodem, ale nie porwie pani nigdzie poza szarość dnia codziennego. Ferrari porywa na wyżyny. To samo było z ojcem Górą. Nikt nie mówił o sprawach trudnych z taką lekkością, a jednocześnie tak pięknie i tak prawdziwie. Więcej o dodatku specjalnym Miesięcznika W Drodze Udało wam się razem wypromować wielki przebój. – Żadna w tym moja zasługa. Ale to rzeczywiście niesamowita historia. Nim powiem o przeboju, muszę zrobić małe wprowadzenie, czyli powiedzieć kilka słów o sobie: Pod koniec lat osiemdziesiątych, po ukończeniu studiów, mieszkałem jakiś czas za granicą. Po powrocie do Polski otworzyłem swój pierwszy biznes – nagrywałem kursy języków obcych na kasetach magnetofonowych. Ci, którzy mieli maszyny do kopiowania kaset, robili przede wszystkim piracką muzykę. A kasety sprzedawali na łóżkach polowych na bazarach, bo w taki właśnie sposób odbywał się wówczas handel w Polsce. Ja chciałem być ambitny, więc zająłem się kursami języków obcych. Ojciec Jan w tym czasie został zaproszony do komitetu organizacyjnego VI Światowych Dni Młodzieży i myślał o nagraniu pieśni specjalnie na to spotkanie. Kiedy dowiedział się, że nagrywam kasety, poprosił mnie o pomoc, a ja chętnie się w to zaangażowałem. Nagranie odbyło się w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Jakie utwory wybraliście? – Jedną część tej kasety zrealizował chór Stefana Stuligrosza, drugą – schola dominikańska. Wśród pieśni wykonanych przez scholę znalazł się utwór „Abba Ojcze”, do którego muzykę skomponował Jacek Sykulski, dzisiaj wybitny dyrygent, a słowa napisał ojciec Jan Góra. Podobno pisał je w pociągu, jadąc z Częstochowy do Poznania albo z Poznania do Częstochowy. Nikt nie przypuszczał wtedy, że ta pieśń stanie się takim przebojem. Czuliśmy, że ten utwór jest porywający, że niesie. Ale że aż tak…? Przebicie się z tą muzyką na wały w Częstochowie nie było takie łatwe. – Oj nie, i ojciec Jan bardzo z tego powodu cierpiał. Po stronie organizatorów VI Światowych Dni Młodzieży, czyli de facto po stronie archidiecezji częstochowskiej, nad oprawą muzyczną czuwał ksiądz profesor, który wymyślił sobie, że całą warstwę muzyczną wypełni chórami i częstochowską orkiestrą symfoniczną, która wszystko uświetni i to będzie takie pompatyczne i wzniosłe. Ojciec Jan rwał włosy z głowy: jego niesamowity zmysł estetyczny plus doświadczenie duszpasterskie podpowiadały mu, że nie tędy droga. Któregoś razu, gdy wracaliśmy razem z Częstochowy po jakimś kolejnym spotkaniu organizacyjnym, coś mnie olśniło i powiedziałem: Proszę ojca, a może byśmy się poradzili papieża? Ojciec Jan natychmiast to podchwycił i powiedział: Masz rację, jedźmy do niego! To była wiosna, 1991 rok. Kilka dni później jechaliśmy do Rzymu. Mieliśmy przygotowane kasety magnetofonowe. Pojechaliście we dwóch? – Towarzyszyła nam moja żona i ojciec Tomasz Alexiewicz. To była moja pierwsza podróż do Rzymu, o której marzyłem przez długie lata, czytając wszystkie dostępne książki i przewodniki. I najpiękniejszy Rzym, jaki kiedykolwiek widziałem. Pokazał mi go ojciec Jan. Nauczył mnie rzymian i kuchni rzymskiej. Do końca życia nie zapomnę, jak nad ranem zjeżdżaliśmy z autostrady, a przed nami wyłaniała się już zabudowa miasta. W samochodzie była zupełna cisza. Ojciec Jan siedział obok mnie i nagle powiedział: Przed nami Wieczne Miasto. Wiedziałem, że to jest moment szczególny. Za każdym razem, gdy wracałem do Rzymu, przypominałem sobie te słowa. Trzeba być naprawdę natchnionym poetą, żeby powiedzieć o świcie jedno zdanie, które człowiekowi zostaje w pamięci do końca życia: Przed nami Wieczne Miasto. W sumie żadne odkrycie. – Żadne. Ale jak to wtedy zabrzmiało! Było w tym coś majestatycznego. Po kilku dniach przyszła wiadomość, że następnego dnia o 7 rano mamy być przy Spiżowej Bramie. Emocje sięgały zenitu, tej nocy nie spałem chyba ani przez chwilę. Ojciec Jan powiedział: Wiesz co, to bierzemy ze sobą te kasety i damy je papieżowi. Dużo tych kaset zabraliście? – Pięćdziesiąt sztuk. Były ułożone w plastikowym pojemniku przewiązanym wstążką. Przyszliśmy pod Spiżową Bramę. Było jeszcze ciemno, mimo że to przełom kwietnia i maja. Szliśmy Schodami Królewskimi, potem przez Dziedziniec Belwederski do pałacu papieskiego. Papież był już w kaplicy i klęczał. Wyglądał jak skała. Dosłownie jak skała. To było moje pierwsze skojarzenie. Oczywiście niewiele pamiętam z tego, co się wtedy wydarzyło, bo emocje były potężne. Pamiętam tylko, że moją uwagę zwrócił dyskretnie poruszający się fotograf papieski Arturo Mari. Pomyślałem sobie: Boże, gdybym mógł z tym człowiekiem zamienić parę słów – ile on by nam o papieżu opowiedział. Musiało minąć kilka lat, żebym go poznał, a potem nasza znajomość przerodziła się w dozgonną przyjaźń. Spotkanie papieża w towarzystwie ojców Jana Góry i Tomasza Alexiewicza to coś niezwykłego. Ojciec Święty dał nam różańce, a Jan Góra mówi: Ale oni mają trójkę dzieci. Papież na to: Aaa, to przepraszam. I wręczył nam jeszcze trzy. Ojciec Jan opowiadał papieżowi o przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży, o muzyce, którą nagrała młodzież z Poznania i o kasecie, którą przywieźliśmy. Ile pan wyprodukował tych kaset? – Kilka tysięcy. A do tamtej chwili sprzedaliśmy tylko pięć sztuk. Hmm…. To mało udany biznes. – Stojąc przy papieżu, wiedziałem, że to jest nagroda i że to najlepszy biznes, jaki zrobiłem. Papież podszedł do mnie i zaczął zadawać trudne pytania. Położył mi rękę na ramieniu i mówi: A drogie są te kasety? Ja mówię: Najtańsze w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Chciałem podkreślić, że sprzedajemy je za bezcen, bo chodziło nam o to, żeby po prostu trafiły do ludzi. Ale nikt nie wiedział, że na tych kasetach jest utwór, który w przyszłości będzie przebojem – ani my, ani papież. No i kolejne pytanie od papieża: A zarabiasz ty coś chociaż na tym? Ja myślę wtedy: Co powiedzieć, żeby nie skłamać? No więc powiedziałem tak: Staram się nie dokładać, Ojcze Święty. Każde słowo było przemyślane. Staram się nie dokładać – co nie znaczy, że nie dokładam. Wtedy papież tak westchnął i powiedział: To dobrze, bo nie chciałbym, żebyś przeze mnie musiał dokładać do interesu. Następnego dnia spotkaliśmy się w Rzymie z ojcem Janem, ojcem Tomkiem i Wandą Półtawską, która przyniosła dla ojca Jana osobisty list od Ojca Świętego. Papież napisał, że modli się za wszystkie sprawy, które ojciec Jan mu powierzył, że jest spokojny o dobry finał tych zabiegów i pozdrawia wszystkich, którzy byli na tej audiencji. Po tym spotkaniu w Watykanie nastąpił jakiś przełom? – Najwyraźniej poszedł jakiś sygnał do Częstochowy, by znalazło się tam miejsce dla młodzieży dominikańskiej. W końcu nadeszły VI Światowe Dni Młodzieży… – Ojciec Jan powiedział mi tak: Nie chciałbym, żebyś został z tymi kasetami. Zapakuj je, weź jakiś samochód i załatwimy z księdzem Marianem Dudą – który był szefem komitetu organizacyjnego – żeby wystawić to przy wałach, gdzie będzie młodzież, może ktoś kupi. Wziąłem ekipę od siebie z firmy, pojechali samochodem marki Nysa, wystawili te kasety i… nic. Młodzież przechodziła w jedną stronę, w drugą, pies z kulawą nogą tego nie kupił. Aż wreszcie przyjeżdża papież i w trakcie nabożeństwa młodzież dominikańska, która siedziała po prawej ręce Ojca Świętego, zaczęła spontanicznie śpiewać „Abba Ojcze”. Ja też tam byłem i śpiewałem razem z nimi. Było już ciemno i jak się ludzie chwycili za ręce na tych błoniach pod Jasną Górą, to wszystkich przeszedł dreszcz. Już wiedzieliśmy, że to jest hicior, że to będzie nieoficjalny hymn Światowych Dni Młodzieży. Tego wieczoru „Abba Ojcze” było śpiewane jeszcze pięć albo sześć razy w sposób bardzo spontaniczny. Nawet orkiestra filharmonii częstochowskiej dołączyła się do grania. A pana ludzie w nysce…? – Złapali wiatr w żagle! Mieli ze sobą mały magnetofon kasetowy i puszczali cały czas to „Abba Ojcze”. W ciągu jednego wieczora sprzedali wszystkie kasety. Wydawać by się mogło, że to będzie interes życia, ale następnego dnia okazało się, że te kasety były już na wszystkich łóżkach polowych, ponieważ w nocy piraci, którzy prawdopodobnie kupili od nas jedną kasetę, skopiowali ją w beznadziejnej jakości i sprzedawali. Ale ta kradzież nie była tak brzemienna w skutki jak nielegalne wykorzystanie tego utworu dwa lata później podczas kampanii wyborczej w spocie jednej z partii. Pewnie ani ojciec Jan, ani Jacek Sykulski nie mieli świadomości, że piszą taki hicior. – Na pewno nie mieli. A przecież to jest jedna z trzech polskich pieśni religijnych – obok „Czarnej Madonny” i „Barki” – śpiewanych na całym świecie. Ta pieśń towarzyszyła ojcu Janowi aż do końca, także w chwili, gdy trumnę z jego ciałem wynoszono z kościoła. Wszyscy płakali. – Trudno nie płakać. Cieszę się, że został pochowany na Lednicy. Myślę, że jest tam szczęśliwy. Rozmowa ukazała się w dodatku specjalnym miesięcznika „W drodze” 2/2016. Tytuł i lead od redakcji 5 lutego 2016, 11:41 Dominikański miesięcznik poświęcony życiu chrześcijańskiemu - Warto dziś przypomnieć sobie tych, którzy starali się nas nauczyć Modlitwy Pańskiej i pomodlić się za nich jej słowami. Bóg słyszy, że w ciszy serca wołamy do niego Ojcze – tak jak Jezus - zachęca o. Wiesław Dawidowski OSA, roztaczając w kolejnym odcinku wideobloga "Szukając śladów Jezusa" opowieść o tym, jak Chrystus przekazał swoim uczniom i nam wszystkim słowa modlitwy do Boga, naszego Ojca. Zaczynamy dzisiejsze spotkanie w Galilei, w geograficznym centrum działalności Pana Jezusa, na wzgórzu z widokiem na Górę Tabor, Nazaret, Kafarnaum, Magdalę, z której pochodziła Maria Magdalena, Tyberiadę, Jezioro Genezaret i wzniesienia, z których wypływa rzeka Jordan. Dlaczego Jezus usuwał się w miejsca odludne, aby się modlić i dlaczego On, Bóg, w ogóle się modlił – to pytanie stawia przed nami o. Dawidowski. Czy potrzebna Mu była dodatkowa energia do prowadzenia swojej działalności? - Teologowie łamali sobie nad tym głowy i doszli do wniosku, że jak w Jezusie są dwie natury – boska i ludzka, tak są w Nim także dwie wole: wola boiska i wola ludzka. Ta wola ludzka jest podobna do naszej – to znaczy: stawia sobie pytania, potrzebuje woli Bożej, żeby wypełnić wolę Bożą, potrzebuje kontaktu z Bogiem – wyjaśnia o. Dawidowski. – Jezus na modlitwie na pewno jednoczył się w sposób wyjątkowy z Ojcem. Ale oprócz tego Jezus prowokował także uczniów do zadawania sobie tego podstawowego pytania: skoro On, cudotwórca, który nas powołał, modli się i znajduje czas na kontakt z Bogiem, to co my powinniśmy czynić – uzupełnia. Ewangelia wg św. Łukasza często pokazuje Jezusa skupionego na modlitwie. O. Dawidowski zwraca uwagę, że w takich miejscach, w odosobnionych miejscach, jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć, dlaczego Jezus szukał bliskości kontaktu z Ojcem, ale też podejmował ludzki wysiłek wyjścia na górę, aby tam w ciszy, w milczeniu zwrócić się do Ojca. - My mówimy do Boga Ojcze, ale Jezus mówił: Abba – Tatusiu, Tatusiu Mój. Tak się mamy modlić do Boga! – zachęca o. Dawidowski. W poszukiwaniu miejsca skupienia augustianin dociera do pustelni sióstr betlejemitek, w której – na wzór pustelników sprzed stuleci – przebywają mniszki na miejscu odosobnionym, wciąż w ciszy i skupieniu szukające Boga. - Ten ideał trwa do dziś, chociaż gromadzi niewiele osób. Siostry trwają tu na modlitwie niemal dzień i noc – zaznacza o. Dawidowski i wraz z nim ze wzgórz Galilei przenosimy się do Jerozolimy, gdzie według tradycji tuż przed śmiercią Jezus przekazał uczniom słowa Modlitwy Pańskiej. - Święty Łukasz tak ułożył swoją narrację, że nauka Modlitwy Pańskiej występuję w pewnej sekwencji – wyjaśnia o. Dawidowski zapraszając do jerozolimskiego kościoła Pater Noster. – Najpierw mieliśmy opowieść o miłosiernym Samarytaninie, później o gościnie u Marty i Marii, podczas której uczniowie nauczyli się, że powinni zwracać się do swojego Mistrza z Nazaretu tytułem Pan. I mówią do Niego: Panie, naucz nas modlić się. A więc inspiracja ich wiary pochodzi od Marii, która siedziała u stóp Jezusa – relacjonuje o. Dawidowski. W grocie znajdującej się w kościele Pater Noster Jezus miał nauczyć uczniów Modlitwy Pańskiej. Czym jest ta modlitwa, którą codziennie odmawiamy? - Każde wezwanie Modlitwy Pańskiej jest kolejną odsłoną, kolejnym objawieniem tajemnicy Boga Ojca – podkreśla augustianin. Kto nauczył nas Modlitwy Pańskiej? – Może już jej trochę zapomnieliśmy. I może warto dziś, w tę niedzielę przypomnieć sobie tych, którzy starali się nas nauczyć tej modlitwy i pomodlić się za nich jej słowami. To nic nie kosztuje, a jednak Bóg słyszy, że w ciszy serca wołamy do niego Ojcze – tak jak Jezus – zachęca o. Wiesław Dawidowski. Jezus mówił do Ojca - Tatusiu. I tak się módlmy! - wzywa o. Wiesław Dawidowski Augustianin, doktor teologii fundamentalnej, publicysta. W latach 2009-2013 był chrześcijańskim współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. W latach 2012-2021 był przełożonym prowincjalnym polskich augustianów. Autor tomików „Święty Augustyn” i „Święta Rita” w serii „Wielcy ludzie Kościoła”. Członek Zespołu Laboratorioum „Więzi”. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia NMP upływać będzie na Jasnej Górze na wielkim dziękczynieniu za VI Światowe Dni Młodzieży w 30. rocznicę tego przełomowego wydarzenia, które pod przewodnictwem św. Jana Pawła II odbyło się w 1991 r. w Częstochowie. Zaplanowano wspólne śpiewanie w ramach koncertu „Abba Ojcze”. Na odpust z różnych stron kraju zmierzają tysiące pieszych pielgrzymów. Niektóre kompanie to „owoc” tamtego spotkania młodych świata. Jasnogórskie spotkanie w 1991 r. pod przewodnictwem Jana Pawła II było wydarzeniem przełomowym w historii zjazdów młodych świata. Po raz pierwszy wzięli w nim udział pielgrzymi zza wschodniej granicy i wreszcie, jak mówił święty papież, Europa mogła oddychać dwoma płucami. Już sama organizacja spotkania była wielkim cudem. Licząca ponad 200 tys. mieszkańców Częstochowa miała dać schronienie ponad cztery razy większej liczbie pielgrzymów. Dźwigająca się z komunistycznej zapaści Polska raz jeszcze okazała się na tyle gościnna, aby wyżywić i dać darmowy nocleg np. ponad 100 tys. młodych z krajów dawnego Związku Radzieckiego. Hasłem przewodnim, które towarzyszyło młodym były słowa „Otrzymaliście Ducha przybrania za synów”. Orędzie wprowadzało w najgłębszą tajemnicę chrześcijańskiego powołania: według planu Bożego jesteśmy prawdziwie powołani, aby stać się dziećmi Bożymi. Zapraszając do Częstochowy Jan Paweł II powiedział: „Gdzie można lepiej zrozumieć, co znaczy być dziećmi Bożymi, jeśli nie u stóp Matki Boga? (…) udajemy się do sanktuarium, które dla narodu polskiego ma szczególne znaczenie; jest to miejsce ewangelizacji i nawrócenia, miejsce, do którego przybywa tysiące pielgrzymów pochodzących ze wszystkich stron kraju i świata”. Wieczorem, 14 sierpnia Papież rozważył trzy słowa, które stały się przedmiotem refleksji: Jestem – Pamiętam – Czuwam. „Jestem – to imię jest fundamentem Starego Przymierza. Jest ono również fundamentem Przymierza Nowego. Młodzi w trakcie spotkania wnieśli Krzyż i ustawili w środku zgromadzenia. W tym krzyżu objawiło się do końca boskie Jestem nowego i wiecznego Przymierza. Obok krzyża Chrystusa została położona Biblia, ażeby rozważać i zachowywać słowa Boże, tak jak Maryja z Nazaretu. Ustawiona została też Ikona Bogurodzicy. Ojciec Święty powiedział: „Temu symbolowi odpowiada słowo Czuwam. To słowo oznacza postawę matki. Jej życie, Jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Kościół zabrał z sobą to macierzyńskie czuwanie Maryi. Dał mu wyraz w tylu sanktuariach na całej ziemi z Jasnej Góry, czuwa Ona nad całym narodem, nad wszystkimi”, mówił papież z Polski w 1991 r. Rok po spotkaniu Jan Paweł II napisał: „Cały świat ujrzał znowu Kościół bogaty młodością i entuzjazmem apostolskim Zielonych Świąt. Szczególnie wymowna była liczna obecność młodych Europy Środkowo-Wschodniej, widomy znak przemian, jakie się dokonały. Było to świadectwo wiary, które wprawiło w zdumienie cały świat: jak wielu jest młodych, którzy wybrali Chrystusa jako swoją Drogę, Prawdę i Życie!”. Przeor Jasnej Góry, o. Samuel Pacholski podkreśla, że w tych dniach chcemy dziękować za to epokowe wydarzenie, które pozwoliło zobaczyć, że Kościół jest wspólnotą i ma wymiar uniwersalny. – Chcemy pokazać powszechność Kościoła i razem dziękować. Nie tylko wspominać, ale i na nowo czerpać z tego wydarzenia. Pokazać młodym, że w Kościele nie mamy czego się bać, że chociaż są w nim grzechy i borykamy się z wieloma problemami, to jednak Kościół to wspólnota, w której Jezus troszczy się o każdego i przeprowadzi, tych którzy są Mu wierni, do szczęśliwego końca – powiedział paulin. Zauważył, że owocem VI Światowych Dni Młodzieży jest wiele kapłańskich i zakonnych powołań. – To doświadczenie umocniło i moją drogę – wyznaje. Tak, jak w 1991r. i teraz zabrzmi „Abba Ojcze” wyśpiewane przez pielgrzymów i polskich artystów. 13-14 sierpnia na Jasnej Górze odbędzie się Festiwal Muzyki Chrześcijańskiej „Jasna Strona Mocy” organizowany przez Telewizję Polską. W drugim jego dniu artyści zaprezentują utwory szczególnie bliskie sercu św. Jana Pawła II, a pątnicy i częstochowianie będą mogli razem je wyśpiewać, tworząc wielką wspólnotę. W ramach koncertu „Abba Ojcze – pielgrzymi śpiewają ulubione piosenki Jana Pawła II” usłyszymy Halinę Mlynkovą, zespół Pectus, Edytę Górniak, Ryszarda Rynkowskiego, Mietka Szcześniaka, Halinę Frąckowiak, Piotra Cugowskiego. Wieczór wdzięczności i radości rozpocznie się 14 sierpnia o godz. Wstęp na koncerty jest bezpłatny. Na placu przed szczytem stoi już wielkich rozmiarów scena i jak podkreślają paulini, ponieważ wydarzenie odbywa się na wolnym powietrzu, to miejsce znajdzie się tu dla każdego. Modlitewnym dziękczynieniem będzie Msza św. odpustowa celebrowana w uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia o pod przewodnictwem i z kazaniem abp Wacława Depo, metropolity częstochowskiego. Izabela Tyras @JasnaGóraNews Fot. Biuro Prasowe Jasnej Góry Contact: Menu: Sets: Newsletter: Mobile application "Cytaty JP2": Regulations Cookie policy Write to us © 2019 Centrum Myśli Jana Pawła II Instytucja Kultury Warszawy

abba ojcze światowe dni młodzieży